Nowinki o Bracie Zenonie Żebrowskim

 

  Brat Zenon w Japonii
   
Strona główna
Biografia
Galeria
Publikacje
Rodzina
Linki
Nowinki
 

 


19 kwiecień 2009

Kanada: Złoty Jubileusz kapłaństwa polskiego franciszkanina

W pierwszą niedzielę wielkanocną, 19 kwietnia 2009 roku parafia Niepokalanego Poczęcie Matki Bożej w Peterborough, w Kanadzie  celebrować będzie Złoty Jubileusz kapłaństwa, fraciszkanina O. Marka Ignaszewskiego. Dla zgromadzonej wspólnoty parafialnej i zaproszonych gości O. Jubilat odprawi dziękczynną Mszę świętą, podczas której okolicznościowe kazanie wygłosi proboszcz parafii i przełożony franciszkańskej placówki O. Jerzy Żebrowski.
Okazja jubileuszu pozwoli zgromadzonym wiernym zapoznać się z  przepiękną i bogatą zarazem historią życia, franciszkańskiego powołania i apostolską pracą  O. Marka. ‘’Złoty Jubilat’’ przyszedł na świat jako najmłodsze dziecko w  niezamożnej,  dziwięcioosobowej   rodzinie  Marii i Jana Ignaszewskich,  dnia 12 stycznia 1934 roku, w Krzywiniu, małym misteczku z XI wieku, położonym w odległości 60 km od Poznania. Na chrzcie otrzymał na imie Henryk. Czasy były bardzo cięzkie, dlatego dwoje z rodzeństwa, brat i siostra  - urodzeni bezpośrednio przed póznieszym franciszkaninem  zmarło w dzieciństwie. Tato jako pracownik fizyczny na kolei, a mama  pracą u  okolicznych gospodarzy, w pocie czoła zarabiali  na utrzymanie licznej gromadki swoich pociech.

Gdy wybuchła druga wojna światowa  wspomina nasz jubilat ‘’... miałem pięć i pół roku, ale doskonale pamiętam tamte dni, gdy musielismy przed Niemcami uciekać w stronę Warszawy. Całe rodziny, z dobytkiem na wozach konnych, uciekały  przez ponad dwa tygodnie. Często kolumny wozów były ostrzeliwane przez nadciągające niemieckie samoloty. Wtedy z ogromnym przerażeniem  chowalismy się w przydrożnych rowach. Tak dotarlismy do Wrześni; ale gdy nadeszły wieści, że Warszawa już się poddała,  wówczas konno - pieszy konwój wystraszonych i zgłodniałych ludzi postanowił wrócić do rodzinnych miejscowości. I tak nasza rodzina z powrotem dotarła do rodzinnego Krzywinia. Mój najstarszy brat Bolesław  przed wojną służył w  ułanach polskich i brał  udział w bitwie pod Modlinem, niedaleko Warszawy; gdzie wraz z innymi dostał się do niemieckiej niewoli.  Potem, wraz z innymi został przewieziony do Berlina, gdzie aż do zakończenia wojny niewolniczo pracował w fabryce broni. Zaraz po zakończeniu wojny szczęśliwie wrócił do rodzinnego domu. W czasie okupacji  moi pozostali dwaj bracia i trzy siostry zmuszeni zostali  do niewolniczej pracy u Niemców. Ja zaś,   jako najmłodszy  z rodzeństwa przez całą wojnę miałem szczęście być razem z rodzicami. Podczas okupacji wszystkie polskie dzieci musiały chodzic do niemieckiej szkoły. Przez krótki czas uczylismy się razem z dziecmi niemieckimi w naszej pięknej szkole. Jednak dzieci niemieckie nie dawały nam żyć – często nas biły  i   na różne sposoby znęcały się nad nami.  Wtedy to, ktoś zdecydował, że my Polacy będziemy się uczyć osobno. Przydzielono nam dom parafialny i tam pobieralismy naukę.”

W 1945 roku, zaraz po  zakończeniu wojny rozpoczął się nowy etap w  życiu małego Henryka i całej społeczności Krzywinia.  Roześmiane dzieci wróciły do pięknego budynku polskiej szkoły; a do parafii z niemieckiej niewoli powrócił   Ks. dziekan Roman Wesołowski i gorliwie zabrał się do organizacji życia parafialnego i nauki religii.  Wszyscy cieszyli się odzyskaną wolnością i odradzającym się życiem duchowym parafii. W pierwszym roku po wojnie ku wielkiej radości  parafian odbyły się Misje Parafialne,  które prowadzili  ojcowie franciszkanie. Już wtedy Heniowy spodobał się czarny  franciszkański habit przepasany białym szurem. Mały Heniu  już w 1946 roku przystąpił do Pierwszej Komuni Świętej, a rok pózniej przyjął w Krzywiniu Sakrament Bierzmowania z rąk Ks. biskupa sufragana poznańskeigo Jedwabskiego. Bezpośrednio po przyjęciu  Pierwszej Komunii, wraz innymi chłopcami pózniejszy franciszkanin  zapisał się do grupy ministranckiej.   Wraz  z pobożną mamą często chodził do parafialnego kościoła, bo ona mając piękny głos rozpoczynała w nim pieśni i prowadziła Godzinki do Najświętszej Marii Panny. Właśnie to tam, w miejscowym kościele od swojego kolegi, syna pracownika poczty któregoś dnia Henio otrzymał franciszkańskie czasopismo „Rycerz Niepokalanej”, którego kolejne numery czytał z wielkim zaciekawieniem. W czasopismie tym od razu   zauważył ogłoszenie – zachętę dla  chłopców, którzy chcieliby ofiarować swoje dalsze życie dla Boga,  poświęcając się pracy misyjnej, aby zgłosili się do  klasztoru i Małego Seminarium Misyjnego w Niepokalanowie, założonego przez Ojca Maksymiliana Kolbe.  Od tego czasu myśli o poświęceniu swojego życia Bogu nie opuszczały młodego chłopca. Sam relacjonuje, ‘’... w 1948 ukończyłem szkołę podstawową; któregoś wiosennego dnia  pokazałem mamie ogłoszenie z Rycerza Niepokalanej o zgłaszaniu się do Seminarium Misyjnego w Niepokalanowie. Mama zgodziła się, żebym napisał prośbę o przyjęcie mnie do semiarium, o czym pózniej sama  powiadomiła mojego tatę. Tata nie oponował. Z radością napisałem list do Niepokalanowa, wyrażając w nim najskrytsze pragnienia mojej duszy. Potem  z wielkim   napięciem oczekiwałem na odpowiedź z Niepokalanowa.  Pewnego ranka otrzymałem list pozytywną odpowiedż od Brata Alfreda Dziedzica; że mogę przyjechać do ‘’Grodu Niepokalanej’’.  Byłem tym wielce uradowany. W sierpniu tego samego roku, po pożegnaniu się z rodziną i kolegami mój dumny tato odwiózł mnie pociągem z Poznania do Niepokalanowa .”  I tak rozoczął się nowy etap w życiu młodego wielkopolanina.  Rozpoczął się długi  proces edukacji i duchowego  przygotowania się do kapłaństwa i póżniejszej pracy na misyjnej niwie.  Profesor muzyki Misyjnego Seminarium, brat Piotr Piszcz od razu zauważył zdolności głosowe i zamiłowanie do śpiewu u chłopaka z Krzywinia i odtąd często powierzał mu  śpiewanie różnych tekstów liturgicznych podczas nabożestw liturgicznych.  Małoseminarzyści nie tylko zdobywali wiedzę,  ale także  w  ramach rekreacji i nabywania tężyzny fizycznej pomagali w drobnych pracach przy budowie słynnej niepokalanowskiej bazyliki. Młodzi chłopcy, kandydaci na przyszłych misjonarzy byli pod ogromnym wrażeniem,  widząc szczery entuzjazm, wielkie poświęcenie i misyjnego ducha u farnciszkańskich kapłanów i wielkiej rzeszy  braci zakonnych, gorliwie pracujących  na chwałę Boga i Niepokalanej.  W tym czasie, największy franciszkański klasztor na świecie był jakby małą, sprawnie funkcjonującą  fabryką. Wypiekano tu pachnący chleb, naprawiano maszyny rolnicze dla pobliskiej ludności, chodowano domowe zwierzęta, wyrabiano swojskie wędliny, uprawiano warzywa i owoce  przeznaczone na wyżywienie wielkiej rzeszy zakonników i grona zawsze głodnych seminarzystów.  Tutaj młody Henio na własne oczy mógł zobaczyć franciszkańską drukarnię, w której drukowano czasopismo  Rycerza Niepokalanej;  to  samo, którego egzemplarz  otrzymał  kiedyś od swojego kolegi. Teraz  jeszcze dobitniej zrozumiał, że to właśnie to maryjne czasopismo przyprowadziło go tutaj,  do ‘’ Grodu Niepokalanej”, założonego przez słynnego męczennika z Oświęcimia, Ojca Maksymiliana Kolbe.  To wszystko robiło ogromne wrażenie na Henryku i jego kolegach  seminarzystach.  Atmosfera świętości i duszpasterskiej gorliwości zakońników z Niepokalanowa promieniowała też na ludność z pobliskich okolic. Młodzi seminarzyści dokładali do tego dzieła także swoją przysłowiową cegiełkię.  Młody Henio wspomina dalej ‘’ ... Bracia z klasztoru często wystawiali różne sztuki religijne,  w sali parafialnej, blisko naszego seminarium. W okresie Wielkiego Postu były wystawiane przedstawienia Męki Pańskiej, na które zjeżdzały się ogromne tłumy ludzi. My, seminarzyści bralismy też w nich udział. Były też inne przedstawienia religijne grane przez seminarzystów. W dziewiątej klasie grałem główną postać świętego Aleksego  w sztuce pt. ‘’Perła ukryta’’, o życiu św. Aleksego. Graliśmy też przedstawienie ‘’Korsarz Bałtyku’’.

W roku 50 tym młody  chłopiec z Krzywinia, otrzymawszy habit zakonny wraz z innymi rozpoczyna  w Łodzi – Łagiewnikach  zakonny nowicjat, czas szczególnej próby młodych chłopców, zakończony złożeniem pierwszych ślubów zakonnych. Składając śluby zakonne młody Henio otrzymał nowe zakonne imie - Marek.  Po rocznym nowicjacie wraz z innymi seminarzystami świeżo upieczony franciszkański zakonnik Marek wraca do Niepokalanowa, aby kontynuować dalszą naukę w Seminarium Misyjnym. Na zakończenie 11- ej  klasy brat,  wraz z innymi kolegami z seminarium zdaje maturę, której niestety komunistyczne władze nie uznają. Po tym przykrym wydarzeniu, brat  Marek  wraz z innymi udaje się do franciszkańskieigo klasztoru w Gnieżnie. Mieszkając w klasztorze, przez dwa lata uczęszcza on na wykłady filozofii do Arcybiskupiego Wyższego Seminarium w tym mieście. W roku 1954 w rodzinnej parafii w Krzywiniu,  po 50 latach kapłańskej posługi w parafii umiera zasłużony proboszcz Ks. Kanonik,  Dziekan Roman Wesołowki.  Śmierć wieloletniego zasłużonego proboszcza była wielkim przeżyciem dla całej parafii jak i dla młodego franciszkanina Marka.

Po zakończeniu kursu filozofii  w 1955 grupka młodych zakonników Gniezno zamieniła na Kraków,  rozpoczynając studia teologiczne w Wyższym Franciszkańskim Seminarium.  Studjując teologię, równoczesnie brat Marek wraz z kolegami z roku przez dwanaście miesięcy  przygotowuje  się do państwowej matury i uzyskuje upragnione świadectwo maturalne.  W 1958 roku, decyzją ówczesnego Prowincjała brat Marek, ze swoją grupą zostaje przeniesiony do Warszawy, gdzie mieszkając we franciszańskim klasztorze przy  ulicy Zakroczymskiej kończy ostatni ro k teologii w Arcybiskupim Wyższym Seminarium,  na Krakowskim Przedmieściu. Dnia 12 kwietnia 1959 roku młody zakońnik  z Krzywinia, wraz  z kolegami z roku,  we franciszkańskim kościele im. św. Frańciszka i Antoniego w Warszawie, z rąk ks. biskupa Majewskiego przyjął święcenia kapłańskie.

Pierwszą placówką duszpasterską młodego kapłana stał sie franciszkański klasztor w Radziejowie Kujawskim. Na prośbę gwardiana  O. Klemensa Śliwinskiego  kapłan neoprezbiter z   zapałem  zajął się katechizacją dzieci i młodzieży oraz zaopiekował sie chórem męskim w franciszkańskim kościele.  W Radziejowie Kujawskim O. Marek długo nie zabawił.  Wspominając dawne czasy powiedział ‘’ ... po dwóch latach przeniosłem się do Warszawy i zacząłem naukę w Średniej Szkole Muzycznej, która zlokalizowana była  w Łazienkach warszawkich. Studiowałem tam pedagogikę muzyczną i  wydział organowy. W tym samym czasie dojeżdzałem też do Niepokalanowa i uczyłem muzyki i  śpiewu w Seminarium Misyjnym. Potem była praca duszpasterska w różnych franciszkańskich klasztorach i parafiach warszawskiej prowincji O.O. franciszkanów w Polsce.  Po zakończeniu wojny na zachodnich i północnych rubieżach Polski powstawały nowe struktury kościelne,  a w wielu  parafiach brakowało kapłanów‘’. Nasz zakon odpowiadjąc na te potrzeby kościoła lokalnego starał się wypełnić tą lukę. I tak,  O. Marek stał się pierwszym fraciszkaninem pracującym w Parafii św. Krzyża przy ulicy Niepodległości w Koszalinie.  Jednak po śmierci  O. Floriana Koziury, profesora muzyki w Niepokalanowie został  oddelegowany z powrotem do Niższego Seminarium w Niepokalanowie jako nauczyciel muzyki. Po pewnym czasie, znowu  na trzy lata powrócił   do Koszalina,   aby w miejscowej katedrze zająć miejsce franciszkanina, O. Fidelisa Wyrąbkiewicza, który wyjechał do pracy duszpasterskiej do Ameryki Północnej. Potem  pracował jeszcze dwukrotnie we franciszkanskich parafiach w Gdańsku i Kaliszu.  Po przejściu ‘’duszpasterskich szlifów’’ w różnych franciszkańskich  placówkach w Polsce następuje drugi -  misyjny  etap w kapłańskim życiu O. Marka.  Sięgając pamięcią do kart swojej przeszłości,  franciszkanim rodem z Krzywinia mówi ‘’... Gdy Prowincjałem warszawskiej prowincji O.O. Franciszkanów w Polsce został wybarany O. Mariusz Paczóski,  zaczął on zbierać kandydatów do pracy na misjach. Ja się zgłosiłem do tej grupy i zostałem zaakceptowany. Mielismy jechać do pracy w Rwandzie,  w Afryce.  Przedtem , aby otrzymać paszport trzeba było  wykazać  się świadectwem ukończenia specjalnego kursu państwowego, gdzie  uczono nas jak mamy mówic o Polsce za granicą i jak dobrze ją reprezentować w misyjnym kraju.  Nasza grupa kandydatów na misje mieszkała w klasztorze w Poznaniu, gdzie gwardianem był O. Robert Fortgang. Z racji, że do  Rwandy w tym czasie udała się liczna grupa Ojców Palotynów,  nasz prowincjał zdecydował, że my udamy się do Brazylii, aby  założyć tam misję franciszkańską w duchu świetego O. Maksymiliana. Było nas czterech kapłanów – ja, O. Augustyn Januszewicz, O. Euzebiusz Wargulewski, O. Franciszek Kramek i Edmund Grabowiecki,  brat zakonny  z Niepokalanowa. Przed Bożym Narodzeniem 1974 roku wsiedliśmy na statek towarowy w Gdyni, udający się do Rio de Janeiro w Brazylii. Podróż trwała równy miesiąc,  i w dniu 19 stycznia 1975 roku dopłynęlismy do portu docelowego. Statkiem płyneło nas czterech;  przełożony naszej grupy, O. Augustyn, statkiem z Włoch  dwa miesiące wcześniej udał się do Brazylii, aby poczynic niezbędne przygotowania logistyczne”.  Po odpowiednim rozeznaniu się  na miejscu w warunkach i możliwości pracy franciszkańskich misjonarzy w Brazylii, O. Augustyn przyjął zaproszenie do pracy duszpasterskiej  od Ks.  Biskupa Jose Silva Chavez z Uruacu.  Niemal bezpośrednio po  wylądowaniu na brazylijskiej ziemi, nowi misjonarze zostali wysłani do  Anapolis, do dużego miasta w stanie Goias, do klasztoru franciszkanów brązowych, na intensywny kurs języka portugalskiego -  urzędowego języka amazońskiego kraju. Już w trakcie kursu w okresie Wielkiego Postu, nowi misjonarze zostali wysłani do okolicznych parafii, aby pomóc miejscowym kapłanom w spowiadaniu ludzi. Ojciec Marek wspomina dalej ‘’... Po zakończeniu kursu, udalismy się do Uruacu. Biskup Jose umieścił nas w Centrum Diecezjalnym, gdzie często odbywały się  zebrania i różne kursy. Miasto było siedzibą diecezji z katedrą i kościołem filjalnym św. Sebastiana. Oprócz biskupa, w mieście tym  był tylko jeden kapłan -  brazylijczyk , Padre Juarez, na którego barkach spoczywała cała praca duszpasterska. W krótce po  naszym przybyciu,  biskup podzielił miasto na dwie części i utworzył dla nas nową parafię, przy kościele św. Sebastiana. W nowej  parafii nie było plebanii, ale  biskup od razu rozpoczął jej budowę. To trochę trwało, a my  mieszkalismy dalej w Centrum diecezjalnym i dojeżdżalismy do pracy w nowo utworzonej parafii. O. Augustyn, mając kartę stałego pobytu w Brazylii, został oficjalnie ogłoszony proboszczem św. Sebastiana, ale po kilku dniach,  ja zostałem wyznaczony na to stanowisko. Po wprowadzeniu się do nowo wybudowanej plebanii mieszkalismy wszyscy razem pod jednym dachem. Troszcząc się o naszą parafię  pomagalismy  także, w innych okolicznych parafiach.  W tamtym czasie w diecezji Uruacu na 16 kapłanów tylko 3 czy 4 było Brazylijczyków; nas Polaków było pięciu i reszta to Hiszpanie. W niedługim czasie po objęciu przez nas nowej parafii, biskup  zaangażował mnie do pracy   z organizacją  Kursylium. Członkowie tej katolickiej organizacji, to  ludzie szczególnie oddani Kościołowi i bardzo pomocni w pracy duszpasterskiej i edukacyjnej. Przez pewien czas prowadziłem także w radiu Uruacu pogadanki religijne.’’  Czasem nasi misjonarze mogli spotkać swoich rodaków, starych Polonusów. Ojciec Marek wspomina dalej ”... Z Goianii, stolicy naszego stanu Goias, przyjeżdał czasem w odwiedziny do mnie Polonus, od dawna mieszkający w Brazylii, bogaty pan, który często sponsorował polskich studentów, różne zespoły artystyczne, czy organizacje z Polski.  Pewnego razu,  w  1977 roku przyjechał  on do mnie i zapytał, czy byłbym gotów wybrać się do Amazonii,  jako tłumacz z ekipą Telewizji Polskiej z Łodzi, która pragnęła kontynuowć produkcję filmów na temat pierwotnych Indian, zamieszkujących tereny brazylijskiej dzungli amazońskiej. Zgodziłem się, i wraz z nimi przez trzy miesiące przebywałem w Amazonii, wśród pierwotnych szczepów Indian Yanomani. Z Belem płynęlismy Amazonką do Santarem. Tam wynajęlismy mały statek tylko dla nas  z kilkuosobową  obsługą, i popłynęlismy na wielki dopływ Amazonki – Rio Negro. To już był region Amazonii w pobliżu granicy z Guianą Francuską. Te filmy z Amazonii były pokazywane  w telewizji polskiej przez następne kilka lat i były zatytuowane ‘’Na bezdrożach Amazonii’’. Póżniej, niektóre z tych odcinków oglądałem, będąc w Polsce na wakacjach.  Misjonarsaka praca w tropikalnym klimacie  dość szybko wyniszcza nieprzystosowany organizm każdego europejczyka. Także i mnie nie ominęły zdrowotne problemy.  I tak pewnego czasu,  w Anapolis – mieście oddalonym o 12 km od Uruacu byłem operowany na woreczek żółciowy i wrzody dwunastnicy, a z Amazonii przywiozłem jakąś alergię na pięcie lewej  stopy.  Coraz częstsze kłopoty zdrowotne sprawiły, że z  końcem roku 1981 zakończyłem moją pracę w Brazylii i za zgodą przełożonego przeniosłem się do Kanady. Do Montrealu z Rio de Janerio przyleciałem 5 grudnia1981 roku”.  I tak rozpoczyna się trzeci etap w życiu O.Marka tzw. ‘’Canadian experience’’.

Gdy ówczesny Kustosz, O. Henryk Pieprzycki poprosił montrealskiego Kardynała o tzw. ‘’Celebrete’’ dla nowoprzybyłego z Brazylii franciszkanina;  ten zaproponował, aby O. Marek  duszpastersko pomógł w portugalskiej parafii Santa Cruz w Montrealu. I tak brazylijski misjonarz przez trzy lata pracował jako wikariusz w wyżej wspomianej portugalskiej parafii na montrealskiej wyspie. Potem, po zakończeniu pracy w parafii Santa Cruz,  przez kilka  miesięcy nowy kanadyjczyk,  pełni funkcję wikariusza w polonijnej parafii św. Trójcy. Następnie O. Marek  na tym samym stanowisku, przez rok czasu pracuje  w drugiej polonijnej parafii  imieniem Matki Boskiej Częstochowskiej Montrealu. W roku 1985 O. Marek został mianowany proboszczem w parafii św. Trójcy w tym samym mieście, pełniąc tą funkcje  przez 2 kadencje. Potem przez jedną kadencję brazylijski misjonarz pełnił funkcję w parafii Matki Boskiej Częstochowskiej; potem znowu wrócił do parafii św. Trójcy, ale  zdrowie nie pozwoliło mu na kontynuowanie pracy duszpasterskiej. Po zawale serca i operaji  bypasów, w roku 1997 O. Marek  zrezygnował z funkcji proboszcza parafii Św. Trójcy  i gwardiana klasztoru i  przez 2 lata zamieszkał jako rezydent w parafii św. Michała. We wrześniu 1999 O. Marek  przenosi się jako rezydent do parafii Sacred Heart w Peterborough, Ontario.  Po okresie rekonwalescencji,  od września 2005 roku, kiedy miejscowy biskup Nicolas de Angelis powierzył fraciszkanskiemu zakonowi  parafię Niepokalanego Poczęcia  w tym samym mieście,  O. Marek obiął funkcję wikariusza.  Funkcję tą z wielkim poświęceniem pełni do dnia dzisiejszego, chwaląc Boga i ciesząc parafian swoim pięknym głosem.  Złoty Jubileusz aktywnego  kapłaństwa, to marzenie każdego kapłana. O. Marek w bardzo dobrym stylu dotarł to tej magicznej i pięknej zarazem daty kapłanskiego życia.  Z racji swego Jubileuszu O. Marek otrzymał gratulacje i życzenia z różnych zakątków świata: Kanady, Polski, Rzymu, Brazylii... Wśród gratulacyjnych życzeń na wyróżnienie zasługują te otrzymane od papieża Benedykta XVI, biskupa Peterborough Nicola De Angelis,  franciszkańskiego biskupa z Brazylii  O. Augustyna Januszewicza, biskupa do spraw Polonii Zygmunta Zimowskiego, prowincjała  franciszkanskiej prowincji z Brazylii O. Norberto de Moura Crus , prowincjała z Gdanskiej Prowincji O.O. Franciszkanów w Polsce, O.  Adama Kalinowskiego  Do wyjątkowych gratulacji należą te otrzymane od Gubernatora Kanady Michelle Jean,  premiera prowincji Ontario  Dolton McGuinty, posła do kandyjskiego parlamentu, Jeff Leal i mera naszego miasta i parafianina zarazem  Peter Ayotte. Oczywiscie dla  naszego Jubilata chyba najbardziej wzruszające pozostaną życzenia i gratulacje od miejscowych parafian,  którym gorliwie  przewodniczy podczas sprawowanych liturgicznych ceremonii w naszym przepięknym kościele. W dniu swego Jubileuszu O. Marek zostanie otoczony łańcuchem dziękczynnej  modlitwy swoich współbraci zakonnych, parafialnej wspólnoty i całej rzeszy życzliwych ludzi.  Po uroczystej ceremoni  w kościele kochający parafianie, pochodzący z różnych narodowości w odświetnie udekorowanej sali przygotowali   pyszne, etniczne jedzenie.   W kilka dni po swoim kanadyjskim jubileuszu O. Marek udaje się do Polski, aby tam  ku radości starych przyjaciół, ukochanej  rodziny i dwóch kolegów kursowych odprawić dziękczynne Jubileuszowe Msze święte w rodzinej parafii w Krzywiniu, w kolebce swojego kapłanstwa, w Grodzie - w Niepokalanowie, przed obrazem Czarnej Madonny na Jasnej Górze, w słynnym sanktuaruim maryjnym w Licheniu w ..... i wielu innych miejscach.
Otaczając ‘’Złotego Jubilata” szczerą miłością,  w duchu wdzięczności  życzymy O. Markowi franciszkańskiej pogody ducha, dużo zdrowia,  potrzebnych łask, i entuzjazmu do dalszej kapłańskiej pracy na Niwie Pana. Niech w dobrym zdrowiu razem z nami, swoją rodziną i przyjaciółmi obchodzi kolejne piękne jubilusze.  Gratulacje i Szczęść Boże !

O. Jurek Żebrowski